Light Dark

Zrywamy kolejną kartkę z naszego muzycznego kalendarza i z impetem lądujemy na dacie 3 maja. Ten wiosenny dzień w historii rocka i metalu to prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Z jednej strony świętujemy urodziny świetnych instrumentalistów i wspominamy legendarne, głośne występy, z drugiej… przypominamy o wyjątkowo mrocznych incydentach na lotniskach i tragicznych wypadkach na scenie, które kosztowały młodych artystów życie. Sprawdźmy zatem, czym żyła gitarowa branża tego dnia na przestrzeni ostatnich dekad!

Najważniejsze wydarzenia i koncerty – 3 maja
Narkotykowe problemy Jimiego Hendrixa w Kanadzie (1969)

Dla jednego z najważniejszych wirtuozów gitary w historii, 3 maja 1969 roku nie był dniem chwały. To właśnie wtedy Jimi Hendrix został zatrzymany przez oficerów celnych na międzynarodowym lotnisku w Toronto. Powód? W bagażu legendy rocka znaleziono heroinę oraz haszysz. Hendrix został formalnie oskarżony o posiadanie narkotyków i prosto z terminala trafił do aresztu. Ostatecznie gitarzystę wypuszczono po wpłaceniu kaucji w wysokości dziesięciu tysięcy dolarów, jednak to stresujące wydarzenie na długo położyło się cieniem na wizerunku muzyka w trakcie jego trwającej trasy koncertowej.

Magiczny wieczór z Led Zeppelin w Pasadenie (1969)

Tego samego dnia, w którym Hendrix tłumaczył się kanadyjskim celnikom, formacja Led Zeppelin zgotowała swoim fanom absolutne piekło w kalifornijskim Rose Palace. Koncert, który odbył się 3 maja 1969 roku w Pasadenie, zapisał się w annałach jako jeden z najbardziej energetycznych wczesnych występów brytyjskiej grupy w Stanach Zjednoczonych. Jimmy Page, Robert Plant, John Paul Jones i John Bonham zaprezentowali zgromadzonej publiczności między innymi kultowe już dzisiaj wykonania „Dazed and Confused”, „Communication Breakdown” czy potężne „Train Kept a Rollin'”. To właśnie takie głośne, hipnotyzujące występy cementowały pozycję zespołu za oceanem, budując podwaliny pod ich gigantyczny, stadionowy sukces w kolejnych latach.

„Led Zeppelin IV”: bez tytułu, bez nazwy zespołu, z nieśmiertelnym hymnem rocka w środku

Rockowe i metalowe urodziny

Początek maja to dla wielu muzyków doskonała okazja do wzniesienia toastu. Kto dokładnie z przedstawicieli rockowej i metalowej sceny obchodzi dzisiaj urodziny?

  • Pete Staples (ur. 1944) – brytyjski basista, wokalista wspierający i współzałożyciel grupy The Troggs. To właśnie jego proste, ale niesamowicie napędzające partie basu możemy usłyszeć w legendarnym, garażowym hymnie „Wild Thing”, który zainspirował niezliczone rzesze młodych artystów do chwycenia za instrument.

  • Bruce Hall (ur. 1953) – wieloletni basista i wokalista amerykańskiej formacji REO Speedwagon. Hall dołączył do grupy w drugiej połowie lat siedemdziesiątych i swoją grą oraz kompozytorskim zmysłem miał ogromny wpływ na komercyjny sukces zespołu w złotej erze rocka stadionowego.

  • Sterling Campbell (ur. 1964) – wybitny perkusista sesyjny i koncertowy, którego bębny nadawały rytm utworom największych ikon. W swojej bogatej karierze zasiadał za zestawem między innymi u Davida Bowiego, a także współpracował z rockową grupą Soul Asylum.

  • Josey Scott (ur. 1972) – charyzmatyczny, były wokalista i frontman formacji Saliva. Jego zadziorny głos w nu-metalowym przeboju „Click Click Boom” czy wspólnym z Chadem Kroegerem z Nickelback w utworze „Hero” (promującym pierwszą kinową część przygód Spider-Mana z 2002 roku) mocno zdefiniował amerykańskie, radiowe brzmienie cięższego rocka na początku XXI wieku.

Smutne pożegnania i tragiczne wypadki w świecie muzyki
Koszmarna śmierć Lesa Harveya (1972)

Historia muzyki gitarowej zna wiele przedwczesnych odejść, ale wydarzenia z 3 maja 1972 roku należą do jednych z najbardziej pechowych i szokujących. Podczas próby dźwięku przed występem szkockiej grupy blues-rockowej Stone the Crows w Swansea, gitarzysta i współzałożyciel zespołu, Les Harvey, zginął tragicznie na scenie. Muzyk został śmiertelnie porażony prądem po dotknięciu nieuziemionego mikrofonu przy jednoczesnym trzymaniu swojej gitary. Co gorsza, Harvey miał w tamtym momencie zaledwie 27 lat, przez co automatycznie dołączył do owianego złą sławą „Klubu 27”.

Pechowy „Klub 27” i przypadek Helmuta Köllena (1977)

Jakby tego było mało, równo pięć lat później, 3 maja 1977 roku, muzyczny świat pożegnał kolejnego utalentowanego artystę, który odszedł w tym samym, młodym wieku, w bardzo niefortunnych okolicznościach. Helmut Köllen, basista, gitarzysta i wokalista cenionej niemieckiej formacji krautrockowej Triumvirat, zmarł w wyniku zatrucia tlenkiem węgla. Muzyk przebywał w zamkniętym garażu, słuchając w swoim samochodzie taśm z najnowszymi nagraniami studyjnymi przy włączonym silniku.

Czy macie na dzisiejszy wieczór przygotowaną specjalną, tematyczną playlistę? To absolutnie najlepszy moment, aby podkręcić głośniki i odpalić na sprzęcie ulubiony krążek z mocnym brzmieniem, wczuć się w blues-rockowe riffy lub po prostu podłączyć własną gitarę do wzmacniacza ku pamięci tych, których z nami już nie ma. Czego dzisiaj najchętniej posłuchacie? Dajcie nam znać w komentarzach na naszych profilach społecznościowych!