Ekipa portalu Rock Center zaprasza na kolejny przegląd muzycznej historii. Nasza wirtualna kartka z kalendarza wskazuje dzisiaj 10 maja i uwierzcie nam na słowo – to data, w której działy się rzeczy absolutnie przełomowe. Z jednej strony w dusznych studiach nagraniowych rodziły się podwaliny pod najbardziej agresywne odmiany metalu, a z drugiej na świat przychodzili artyści, którzy na zawsze odmienili postrzeganie buntu, progresywnego rytmu i stadionowego rozmachu. Zapnijcie pasy, bo przed nami naprawdę konkretna podróż w czasie śladami najważniejszych gitarowych rocznic!
Najważniejsze wydarzenia i premiery płytowe – 10 maja
Narodziny thrash metalu, czyli Metallica wchodzi do studia (1983)
Zaczynamy od prawdziwego trzęsienia ziemi. 10 maja 1983 roku czwórka niesfornych, pełnych gniewu i muzycznej pasji chłopaków zamknęła się w Music America Recording Studios w Rochester w stanie Nowy Jork. James Hetfield, Lars Ulrich, Cliff Burton i świeżo zwerbowany Kirk Hammett (który ledwie chwilę wcześniej na stanowisku gitarzysty prowadzącego zastąpił Dave’a Mustaine’a) rozpoczęli trwające kilkanaście dni intensywne sesje nagraniowe. Efektem tych prac był oczywiście debiutancki krążek „Kill 'Em All”. Choć sama płyta ukazała się dopiero pod koniec lipca, to właśnie 10 maja machina ruszyła na dobre. W tych skromnych warunkach wykuwały się ostre jak brzytwa riffy do utworów takich jak „Whiplash” czy „Seek & Destroy”, które zdefiniowały thrash metal na kolejne dekady.
Glam metal na szczycie: Twisted Sister i „Stay Hungry” (1984)
Dokładnie rok później, 10 maja 1984 roku, amerykańska formacja Twisted Sister wydała swój trzeci, absolutnie przełomowy album studyjny zatytułowany „Stay Hungry”. Płyta, wydana nakładem wytwórni Atlantic Records, wywindowała zespół Dee Snidera na sam szczyt popularności i stała się jednym z najważniejszych symboli nurtu glam metalowego. To właśnie na tym krążku znalazły się nieśmiertelne, buntownicze hymny „We’re Not Gonna Take It” oraz „I Wanna Rock”, których teledyski nieprzerwanie gościły na antenie stacji MTV. Album odniósł gigantyczny komercyjny sukces, sprzedając się w wielomilionowym nakładzie i ostatecznie cementując pozycję grupy w panteonie gwiazd mocnego uderzenia lat osiemdziesiątych.
Alt-rockowy kamień milowy: niebieski debiut grupy Weezer (1994)
Przeskakujemy o dekadę do przodu, wprost w objęcia amerykańskiego rocka alternatywnego. 10 maja 1994 roku na półki sklepowe trafił eponimiczny, debiutancki album formacji Weezer, powszechnie znany wśród fanów jako „The Blue Album”. Wydawnictwo, wyprodukowane przez legendarnego Rica Ocaska z zespołu The Cars, z miejsca zaskarbiło sobie sympatię słuchaczy i krytyków muzycznych. Kawałki takie jak „Buddy Holly”, „Undone – The Sweater Song” czy „Say It Ain’t So” połączyły surowe, przesterowane brzmienie gitar z niezwykle chwytliwymi, wręcz popowymi melodiami. Płyta ta udowodniła, że rockowe granie w latach dziewięćdziesiątych nie musi opierać się wyłącznie na mrocznym i depresyjnym grunge’u, wprowadzając na zdominowaną przez flanelowe koszule scenę potężną dawkę nerdowskiego luzu.
Weezer odkrywają początki: odnalezione nagrania z 1992 roku trafią na winyl w limitowanej edycji
Rockowe i metalowe urodziny
Wiosenna aura najwyraźniej służyła narodzinom wielkich talentów. Gdybyśmy mieli dzisiaj zorganizować wspólną imprezę urodzinową dla majowych jubilatów, lista gości byłaby niezwykle zróżnicowana pod kątem gatunkowym. 10 maja na świat przyszli:
-
Sid Vicious (ur. 1957) – właściwie John Simon Ritchie. Choć zmarł tragicznie w bardzo młodym wieku, ten brytyjski basista formacji Sex Pistols stał się ostateczną, globalną ikoną punk rocka. Jego chaotyczny styl bycia, prowokacyjny wizerunek i destrukcyjna postawa uosabiały wszystko to, co stanowiło o sile londyńskiego buntu końca lat siedemdziesiątych.
-
Bono (ur. 1960) – czyli Paul David Hewson. Charyzmatyczny frontman, główny wokalista i tekściarz irlandzkiej supergrupy U2. To jego unikalna barwa głosu i niezwykła umiejętność porywania wielotysięcznych tłumów sprawiły, że formacja z Dublina weszła na absolutny szczyt hierarchii stadionowego rocka, wydając na świat takie arcydzieła jak „The Joshua Tree” czy „Achtung Baby”.
-
Danny Carey (ur. 1961) – perkusista i absolutny fundament brzmienia amerykańskiej grupy Tool. Zbliżający się do statusu żywego bóstwa w środowisku instrumentalistów, Carey to wirtuoz, który łączy w swojej grze skomplikowane polirytmie, wpływy muzyki etnicznej oraz silne zamiłowanie do okultyzmu. Jego zjawiskowe partie na bębnach w kompozycjach pokroju „Schism”, „Ticks & Leeches” czy „Pneuma” do dzisiaj stanowią obiekt wnikliwych analiz przez perkusistów z całego globu.
Czego planujecie dzisiaj posłuchać, aby godnie uczcić powyższe muzyczne święta? Zdecydujecie się na sentymentalny powrót do szalonych, przebojowych teledysków zespołu Twisted Sister, odświeżycie surowe riffy z pierwszych sesji nagraniowych Metalliki, a może skupicie się na matematycznych podziałach rytmicznych zafundowanych przez formację Tool? Wybór należy do was – najważniejsze, aby potencjometry głośności na waszych wzmacniaczach i wieżach stereo były dzisiaj odkręcone znacznie mocniej niż zwykle. Do zobaczenia przy okazji kolejnych historycznych wspominek!