Historia rocka zna wiele przypadków płyt, które dziś uchodzą za arcydzieła, a w dniu premiery były chłodno przyjęte, wyśmiane albo wręcz zmasakrowane przez recenzentów. Krytyka bywa bezlitosna, zwłaszcza gdy artysta odchodzi od sprawdzonej formuły. Czasem jednak to właśnie te ryzykowne decyzje sprawiają, że album zyskuje z czasem status kultowego.
Oto kilka przykładów płyt, które najpierw oberwały, a później przeszły do historii.
„Led Zeppelin” – hałas zamiast muzyki?
Debiutancki Led Zeppelin zespołu Led Zeppelin dziś uznawany jest za fundament hard rocka. W 1969 roku część recenzentów nie była jednak zachwycona. Zarzucano grupie przesadny hałas, brak subtelności i wtórność wobec bluesowych inspiracji.
Publiczność miała inne zdanie. Album sprzedawał się znakomicie, a zespół w krótkim czasie stał się jednym z największych na świecie. Krytycy musieli zweryfikować swoje opinie.
„The Dark Side of the Moon” – chłodna reakcja na przyszły klasyk
Dziś trudno w to uwierzyć, ale The Dark Side of the Moon grupy Pink Floyd nie od razu został uznany za przełomowy. Część recenzji była zdystansowana, wskazywano na przesadną ambicję i studyjny perfekcjonizm.
Z czasem okazało się, że właśnie ta dopracowana koncepcja i spójność brzmieniowa uczyniły z albumu jedno z najważniejszych wydawnictw w historii muzyki popularnej.
„Nevermind” – niedoceniony przed eksplozją
Kiedy ukazał się Nevermind zespołu Nirvana, niewielu spodziewało się rewolucji. Niektóre recenzje były sceptyczne wobec surowości i prostoty kompozycji. Album traktowano jako kolejny produkt alternatywnej sceny.
Kilka miesięcy później „Smells Like Teen Spirit” zmieniło układ sił w przemyśle muzycznym. To, co uznawano za niedopracowane, okazało się świeże i autentyczne.
„Kid A” – zdrada czy geniusz?
Gdy Radiohead porzuciło gitarowe brzmienie i wydało w 2000 roku Kid A, reakcje były skrajne. Część krytyków nie kryła rozczarowania. Zarzucano zespołowi chłód, hermetyczność i brak przebojowości.
Dziś „Kid A” uchodzi za jedno z najodważniejszych i najbardziej wpływowych wydawnictw przełomu wieków. Album wyprzedził swoje czasy, a to często oznacza początkowe niezrozumienie.
„Black Sabbath” – zbyt mroczne na swoje czasy
Debiutancki Black Sabbath od Black Sabbath został przez część prasy uznany za prymitywny i przesadnie mroczny. Krytycy nie dostrzegli, że właśnie rodzi się heavy metal.
Publiczność znów była bardziej otwarta. Album odniósł sukces komercyjny i zapoczątkował nowy rozdział w historii ciężkiego grania.
Dlaczego krytycy się mylą?
Nowość często budzi opór. Gdy artysta wychodzi poza schemat, recenzenci porównują go do wcześniejszych dokonań i oczekiwań rynku. Jeśli coś nie mieści się w obowiązujących ramach, łatwo uznać to za błąd.
Z perspektywy czasu widać jednak, że wiele przełomowych albumów brzmiało dziwnie właśnie dlatego, że tworzyło nowe standardy.
Czas jako najlepszy recenzent
W świecie rocka niejedna płyta musiała poczekać na swoją rehabilitację. Dziś wracamy do nich jak do klasyków, analizujemy, celebrujemy rocznice. A pierwsze, miażdżące recenzje? Stały się ciekawostką.
Może więc warto pamiętać, że każda kontrowersyjna premiera ma szansę stać się przyszłym kanonem. W końcu rock od zawsze najlepiej czuje się tam, gdzie wywołuje spór.