Tim „Ripper” Owens otwarcie skrytykował Judas Priest. Były wokalista twierdzi, że zespół ignoruje jego wkład i celowo marginalizuje okres swojej działalności.
Tim „Ripper” Owens nie kryje rozczarowania. „Dziś mnie ignorują”
Tim „Ripper” Owens ponownie zabrał głos na temat swojej przeszłości w Judas Priest. W rozmowie z brazylijskim portalem Whiplash.net były wokalista legendarnej brytyjskiej grupy przyznał, że ma wrażenie, iż lata spędzone w zespole zostały niemal całkowicie pominięte przez jego dawnych kolegów.
Muzyk był członkiem Judas Priest w latach 1996–2003. Trafił do zespołu po odejściu Roba Halforda, wcześniej śpiewając w tribute bandzie wykonującym repertuar Brytyjczyków. Historia jego dołączenia do grupy stała się później jedną z inspiracji dla filmu „Rock Star”.
Dwa albumy, których próżno szukać w serwisach streamingowych
W czasie swojej działalności w Judas Priest Owens nagrał dwa albumy studyjne – „Jugulator” z 1997 roku oraz „Demolition” z 2001 roku. Oba wydawnictwa od lat pozostają niedostępne w najważniejszych serwisach streamingowych, takich jak Spotify czy Apple Music, co od dawna budzi pytania fanów.
Zdaniem wokalisty nie jest to przypadek.
Jak podkreślił w najnowszym wywiadzie, decyzja o niewznawianiu tych płyt należy wyłącznie do Judas Priest.
– To ich decyzja. Nikt inny za to nie odpowiada. Wymazali te albumy. To świetni ludzie i wspaniale wspominam czas spędzony w zespole. Judas Priest było dla mnie jak uniwersytet – wiele się tam nauczyłem i otworzyło mi to drzwi do dalszej kariery. Ale dziś mnie ignorują. Kiedy byłem w zespole, wszystko było świetnie, a teraz wygląda to tak, jakby wymazano mnie z historii – powiedział Owens.
Spór o prawa czy świadoma decyzja?
Sprawa nie jest jednak całkowicie jednoznaczna. W poprzednich latach członkowie Judas Priest przedstawiali odmienne wyjaśnienia dotyczące braku tych albumów w oficjalnej dystrybucji cyfrowej.
Basista Ian Hill przekonywał, że problem może wynikać z kwestii praw autorskich i umów zawartych z dawnymi wytwórniami, a nie z chęci wymazania okresu działalności Owensa. Podkreślał również, że oba albumy zawierają wartościowy materiał, a sam wokalista wykonał na nich świetną pracę.
Z kolei perkusista Scott Travis zwracał uwagę, że sytuację komplikuje bankructwo jednej z wytwórni odpowiedzialnych za wydanie „Jugulatora”, choć przyznał również, że po powrocie Roba Halforda temat ponownego wydania tych płyt stał się delikatny.
Dodatkowo oba albumy znalazły się w limitowanym, kolekcjonerskim box secie „50 Heavy Metal Years of Music”, co według Owensa świadczy o tym, że zespół ma możliwość ich ponownego udostępnienia.
Owens porównuje Judas Priest do Iron Maiden
W rozmowie nie zabrakło również porównania dwóch gigantów brytyjskiego heavy metalu – Judas Priest i Iron Maiden.
Owens uważa, że sukces koncertowy Iron Maiden wynika przede wszystkim z lepszego zarządzania i skuteczniejszego marketingu. Według niego właśnie dlatego zespół regularnie występuje przed kilkunastoma lub nawet kilkudziesięcioma tysiącami fanów, podczas gdy Judas Priest gra dla znacznie mniejszej publiczności.
Były wokalista zwrócił także uwagę, że Iron Maiden nie odcina się całkowicie od okresu, gdy za mikrofonem stał Blaze Bayley. W jego opinii pokazuje to większy szacunek wobec historii zespołu niż ma to miejsce w przypadku Judas Priest.
Mimo gorzkich słów Owens podkreśla, że nie żałuje lat spędzonych w Judas Priest. Jak zaznacza, doświadczenie zdobyte u boku brytyjskiej legendy otworzyło mu drogę do międzynarodowej kariery, a utwory z albumów „Jugulator” i „Demolition” do dziś regularnie wykonuje podczas swoich koncertów, ponieważ – jak twierdzi – publiczność nadal reaguje na nie bardzo entuzjastycznie.