Light Dark

Rozstanie Josha Freese’a z Foo Fighters było jedną z szeroko komentowanych zmian personalnych w świecie rocka ostatnich miesięcy. Perkusista, który dołączył do zespołu w 2023 roku jako koncertowy następca zmarłego Taylora Hawkinsa, dziś podkreśla, że nie traktuje tej historii w kategoriach porażki.

– „Nikt nie powinien mi współczuć. Jestem dokładnie tam, gdzie chcę być” – mówi w najnowszych wywiadach.

Trudne dziedzictwo po Taylorze Hawkinsie

Śmierć Taylor Hawkins w marcu 2022 roku wstrząsnęła środowiskiem muzycznym. Wieloletni perkusista Foo Fighters zmarł w wieku 50 lat podczas trasy koncertowej zespołu w Kolumbii. W hołdzie artyście zorganizowano dwa wielkie koncerty pamięci – na stadionie Wembley w Londynie oraz w Los Angeles – z udziałem światowych gwiazd rocka.

Gdy w maju 2023 roku Foo Fighters ogłosili powrót na scenę i wydanie albumu „But Here We Are”, zespół przedstawił Freese’a jako nowego perkusistę koncertowego. Muzyk był już wcześniej cenioną postacią w branży – współpracował m.in. z Nine Inch Nails, A Perfect Circle, Weezer, a także z takimi artystami jak Danny Elfman czy Billy Idol. Jego dyskografia obejmuje setki nagrań studyjnych i tras koncertowych.

„Zszokowany i rozczarowany”

W maju 2024 roku grupa poinformowała, że Freese nie jest już jej perkusistą. Sam zainteresowany przyznał wówczas w mediach społecznościowych, że decyzja była dla niego zaskoczeniem i że nie podano mu konkretnego powodu zakończenia współpracy. Mimo to podkreślał, że ceni czas spędzony w zespole i wspiera dalsze decyzje formacji.

W rozmowie z magazynem „Modern Drummer” perkusista przyznał, że wciąż nie zna pełnych kulis rozstania. Wspominał, że relacje w zespole wydawały się bardzo dobre, a współpraca z liderem grupy – Dave Grohl – była dla niego szczególnie cenna. Grohl, zanim stał się frontmanem Foo Fighters, był przecież perkusistą Nirvana, a jego styl gry od lat inspiruje muzyków na całym świecie.

– „To było wyjątkowe doświadczenie grać w zespole, którego lider jest fenomenalnym perkusistą. Szanowałem go jako muzyka na długo przed dołączeniem do grupy” – podkreślał Freese.

Nowe rozdanie

Po odejściu Freese’a jego miejsce w Foo Fighters zajął Ilan Rubin, znany m.in. z Nine Inch Nails. Rubin jest jednym z najmłodszych muzyków wprowadzonych do Rock and Roll Hall of Fame – wyróżnienie otrzymał jako członek Nine Inch Nails.

Tymczasem Freese niemal natychmiast wrócił do intensywnej pracy. Latem wyruszył w północnoamerykańską trasę z Nine Inch Nails u boku Trenta Reznora, a jesienią ponownie pojawił się na scenie z Weezer podczas koncertów w Ameryce Południowej. Występował również z A Perfect Circle i kontynuował działalność sesyjną.

Dziś perkusista patrzy na wydarzenia z dystansem.

– „To był tylko epizod” – mówi. – „Gram z przyjaciółmi, pracuję w studiu, jestem w trasie. Wróciłem do miejsca, które jest dla mnie naturalne”.

Epizod, nie definicja

Choć dla fanów Foo Fighters zmiana w składzie była szeroko komentowana, dla Freese’a to kolejny rozdział w bogatej karierze muzyka sesyjnego i koncertowego. Artysta znany jest z elastyczności stylistycznej – od industrialu i alternatywy po pop i muzykę filmową.

Jego podejście do rozstania z jedną z największych rockowych marek świata wydaje się konsekwentne: bez publicznych pretensji, bez eskalacji emocji. Jak sam podkreśla, w branży, w której zmiany personalne są czymś naturalnym, najważniejsze jest, by pozostać wiernym własnej drodze.

A ta – w przypadku Josha Freese’a – prowadzi dziś przez kolejne sceny, studia nagraniowe i projekty, które współtworzą jego tożsamość od ponad trzech dekad.