Light Dark

Trzy lata zajęły zespołowi Bring Me The Horizon nagrania następcy albumu „There Is a Hell, Believe Me I’ve Seen It. There Is a Heaven, Let’s Keep It a Secret”. W tym czasie skład grupy uległ zmianie – gitarzysta Jona Weinhofen odszedł, natomiast na trzy miesiące przed premierą nowej płyty do zespołu dołączył Jordan Fish, odpowiedzialny za warstwę elektroniczną.

Sekstet z Sheffield zapowiadał, że „Sempiternal”, ich czwarty album studyjny, będzie najlepszym w dorobku – zarówno pod względem tekstów, jak i muzyki. Jak album wydany 1 kwietnia 2013 roku brzmi po trzynastu latach? 

Nowe brzmienie zespołu
Odeście od deathcore’u

Już otwierający utwór jasno pokazuje, że mamy do czynienia z czymś innym niż dotychczas. Na płycie nie znajdziemy charakterystycznego dla zespołu deathcore’u. Gitary są bardziej stonowane, a perkusja nie uderza z dotychczasową, niemal „atomową” siłą. Całość jest spokojniejsza, co jednak nie oznacza, że gorsza.

Syntezatory obecne na początku albumu udowadniają, że zespół nie stał w miejscu i wciąż poszukuje nowych środków wyrazu. Wokal Olivera Sykesa stał się bardziej melodyjny, a elektronika wyraźnie napędza kompozycje.

Powiew świeżości i eksperymenty

Utwór „The House of Wolves” stanowi pewne nawiązanie do poprzedniego wydawnictwa – jest szybszy i pozbawiony elektronicznych dodatków. Nowością są natomiast chórki w refrenie, których wcześniej próżno było szukać w twórczości zespołu.

„Empire (Let Them Sing)” utrzymany jest w podobnym klimacie – dominują mocne gitary i agresywny wokal. Wyróżnia go jednak bardziej dopracowany, potężniejszy refren, który wyraźnie zapada w pamięć.

Najważniejsze utwory
Komercyjny sukces i melodyjność

„Sleepwalking” to jeden z najbardziej zaskakujących momentów albumu. Trudno było wcześniej wyobrazić sobie utwór Bring Me The Horizon w radiu nastawionym na mainstreamowy rock, a jednak właśnie ta kompozycja odniosła duży sukces komercyjny.

Duża w tym zasługa Jordana Fisha i jego elektronicznych aranżacji, które czynią utwór niezwykle chwytliwym. Choć dla jednych będzie to zaletą, inni mogą odczuwać niedosyt cięższych gitar i mocniejszego wokalu – szczególnie w mostku, gdzie zamiast nich pojawiają się… skrzypce.

Struktura i powtarzalność

„Go to Hell, for Heaven’s Sake” opiera się na klasycznej, dość przewidywalnej strukturze: zwrotka–refren–zwrotka–refren–mostek–spokojny śpiew–mocne zakończenie. Pod względem budowy przypomina „Sleepwalking”.

„Shadow Moses”, singiel zapowiadający płytę, jasno sygnalizował kierunek zmian. Utwór jest bardziej przystępny, chwytliwy i skierowany do szerszego grona odbiorców, co wyraźnie odróżnia go od materiału znanego z „Suicide Season” czy „Count Your Blessings”.

Mocne i słabsze momenty

„Seen It All Before” zaskakuje przede wszystkim wokalem – mimo braku solówki utwór broni się właśnie dzięki warstwie wokalnej.

Z kolei „Antivist” sprawia wrażenie słabszej kopii utworu „Fuck” z poprzedniej płyty. Jest głośny i agresywny, ale brzmi dość wymuszenie i nie wnosi wiele nowego.

„Crooked Young” wyróżnia się zarówno muzycznie, jak i tekstowo – to jeden z najmocniejszych punktów albumu, choć jego przekaz może nie przypaść do gustu wszystkim słuchaczom, zwłaszcza osobom wierzącym.

Zakończenie albumu

„Hospital for Souls”, zamykający podstawową wersję albumu, to najbardziej klimatyczny utwór na płycie. (W wersji Deluxe tę rolę przejmuje „Deathbeds”). Kompozycja stopniowo narasta, by w finale osiągnąć potężne, emocjonalne kulminacje. To zdecydowanie jeden z najlepszych wyborów na zakończenie albumu.

„Sempiternal” to album dobry i zdecydowanie wart przesłuchania. Momentami może jednak razić pewna monotonia kompozycji. Trudno również jednoznacznie uznać go za lepszy od poprzednich wydawnictw zespołu.

Dla fanów starszego, cięższego brzmienia Bring Me The Horizon płyta może okazać się zbyt łagodna, choć nie brakuje na niej momentów dorównujących intensywnością największym hitom grupy.

Tekst nadesłany przez czytelniczkę – dziękujemy!