Wokalista Rammstein, Till Lindemann, opublikował nowy utwór „Es brennt…”. Teledysk wywołał poruszenie i trafił do kategorii tylko dla dorosłych.
Powrót kontrowersyjnego artysty
Till Lindemann, frontman niemieckiej formacji Rammstein, ponownie przyciąga uwagę fanów i mediów. Artysta zaprezentował nowy singel „Es brennt…”, któremu towarzyszy teledysk utrzymany w charakterystycznej dla niego estetyce – prowokacyjnej i pełnej symboliki.
Klip szybko wzbudził kontrowersje, a platforma YouTube oznaczyła go jako materiał przeznaczony wyłącznie dla widzów dorosłych. To kolejny przykład twórczości Lindemanna balansującej na granicy sztuki i prowokacji.
„Es brennt…” – zapowiedź fizycznego wydawnictwa
Nowy utwór nie jest jedynie pojedynczą premierą. Stanowi zapowiedź fizycznego singla, który ukaże się 29 maja w formatach CD oraz winylowym. Wydawnictwo zawierać będzie dodatkowe nagrania oraz interpretacje przygotowane z udziałem zaproszonych artystów.
Tracklista singla
Na krążku znajdą się między innymi:
- „Es brennt…”
- „Ich bin von Kopf bis Fuss auf Liebe eingestellt” – klasyk rozsławiony przez Marlene Dietrich
- „Es brennt…” (The Terrible Version) – z udziałem Alex Terrible
- „Es brennt…” (Doomfire Version) – przygotowany przez Greg Mackintosh z zespołu Paradise Lost
Tak szeroki zestaw wersji utworu wskazuje na eksperymentalny charakter projektu i otwartość Lindemanna na współpracę z artystami reprezentującymi różne nurty ciężkiej muzyki.
Artystyczna prowokacja jako znak rozpoznawczy
Twórczość Lindemanna od lat budzi skrajne emocje. Zarówno jego działalność solowa, jak i dokonania z Rammstein słyną z odważnych tekstów, teatralnych występów i przekraczania granic konwencji.
Nowy singel wpisuje się w tę estetykę, kontynuując linię artystyczną znaną z wcześniejszych projektów, takich jak albumy „Skills in Pills” czy „F & M”. W obu przypadkach artysta eksplorował tematykę cielesności, tabu oraz relacji międzyludzkich w sposób, który wielokrotnie wywoływał publiczne debaty.
Teledysk, o którym mówi internet
Premiera klipu do „Es brennt…” szybko stała się jednym z najczęściej komentowanych wydarzeń w świecie muzyki alternatywnej. Internauci zwracają uwagę na jego wizualną intensywność oraz odważne środki wyrazu, które dla jednych stanowią formę sztuki, a dla innych – przesadę.
Wideo wpisuje się w trend coraz bardziej filmowych produkcji muzycznych, gdzie granica między teledyskiem a krótką formą artystyczną zaciera się. Lindemann konsekwentnie wykorzystuje ten format do budowania własnego, wyrazistego wizerunku.
W sieci nie brakuje opinii, że najnowsza produkcja Niemca to zapowiedź kolejnego etapu jego solowej kariery – jeszcze bardziej bezkompromisowego i nastawionego na wywoływanie reakcji odbiorców.