Light Dark

Śmierć Franka Bearda zamknęła kolejny rozdział w historii ZZ Top, ale nie oznacza końca działalności jednej z najbardziej rozpoznawalnych amerykańskich formacji rockowych. Billy Gibbons, jedyny żyjący członek klasycznego tria, jasno deklaruje, że zespół będzie działał dalej. W najnowszym wywiadzie muzyk określił obecną formułę ZZ Top mianem „hybrydy”.

ZZ Top straciło kolejnego członka klasycznego składu

Frank Beard zmarł 17 sierpnia 2026 roku w wieku 77 lat. Jak poinformowała oficjalnie grupa, perkusista przebywał w hospicjum na swoim ranczu w Richmond w Teksasie. W chwili śmierci towarzyszyli mu najbliżsi. Przyczyna zgonu nie została podana do publicznej wiadomości.

Beard przez ponad pięć dekad tworzył ZZ Top razem z Billym Gibbonsem i Dustym Hillem. To właśnie ten skład stał się jednym z najbardziej charakterystycznych zespołów w historii blues rocka. Formacja, założona w Houston w 1969 roku, zdobyła światową popularność dzięki połączeniu bluesa, boogie i rocka, a także takim przebojom jak „La Grange”, „Tush”, „Gimme All Your Lovin’”, „Sharp Dressed Man” czy „Legs”. W 2004 roku ZZ Top zostało wprowadzone do Rock and Roll Hall of Fame.

Śmierć Bearda nastąpiła pięć lat po odejściu Dusty’ego Hilla. Basista zmarł w lipcu 2021 roku w wieku 72 lat. Zgodnie z jego wolą pozostali muzycy zdecydowali się nie kończyć działalności zespołu, a miejsce Hilla zajął Elwood Francis, wieloletni techniczny ZZ Top.

Billy Gibbons nie chce kończyć historii ZZ Top
„Zespół jest hybrydą”

W rozmowie z „Texas Monthly” Billy Gibbons odniósł się do sytuacji, w której znalazł się zespół po śmierci dwóch swoich wieloletnich partnerów scenicznych. Gitarzysta nie traktuje obecnych zmian jako powodu do zamknięcia historii ZZ Top.

Muzyk określił obecną formację mianem hybrydy. Jego zdaniem przez dziesięciolecia powstało dziedzictwo, którego nie można wymazać nawet w przypadku całkowitej zmiany personalnej. Gibbons podkreślił również, że obecny skład ma możliwość rozwijania dorobku wypracowanego przez ponad pół wieku działalności.

To istotne stanowisko, ponieważ po śmierci Bearda Gibbons został jedynym żyjącym muzykiem klasycznego składu ZZ Top. Nie oznacza to jednak, że zamierza traktować przyszłość grupy jako próbę odtworzenia przeszłości. Wręcz przeciwnie – gitarzysta widzi w zmianach możliwość dalszego rozwijania marki i muzyki zespołu.

Następcy nie są przypadkowymi muzykami

Szczególne znaczenie ma fakt, że zarówno Elwood Francis, jak i nowy perkusista Michael Monahan byli już związani z ZZ Top, zanim przejęli obowiązki członków zespołu.

Francis przez lata pracował przy formacji jako techniczny, a po śmierci Hilla przejął partie basu podczas koncertów. W ten sposób stał się pełnoprawnym elementem koncertowego wcielenia ZZ Top.

Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku perkusji. Frank Beard już wcześniej korzystał z pomocy Johna Douglasa. W marcu 2025 roku Beard musiał czasowo wycofać się z trasy z powodów zdrowotnych, a Douglas – wieloletni członek ekipy technicznej zespołu i perkusista – zastępował go podczas części koncertów.

Co ważne, Beard później wrócił na scenę. W maju 2025 roku ZZ Top informowało, że jego problemy dotyczące stopy i kostki zostały rozwiązane, a muzyk miał ponownie dołączyć do zespołu na kolejną część trasy.

Michael Monahan za perkusją ZZ Top

Po śmierci Bearda sytuacja wygląda już inaczej. Obecnie za perkusją podczas koncertów ZZ Top pojawia się Michael Monahan. To właśnie on został wskazany jako muzyk, który ma pomóc Gibbonsowi i Francisowi kontynuować działalność zespołu.

Warto więc rozdzielić dwie kwestie. John Douglas był zastępcą Bearda podczas jego wcześniejszej nieobecności w 2025 roku, natomiast po śmierci perkusisty funkcję tę przejął Monahan. Dzięki temu obecna konfiguracja ZZ Top nie jest jedynie chwilowym rozwiązaniem koncertowym.

Frank Beard sam myślał o przyszłości zespołu

W najnowszych wypowiedziach Gibbonsa pojawia się również ważny szczegół dotyczący ostatnich miesięcy życia Bearda. Gitarzysta wspominał, że perkusista jeszcze przed śmiercią rozmawiał z nim o swojej kondycji i o tym, kto mógłby zająć miejsce za zestawem.

Według relacji Gibbonsa Beard miał wcześniej wskazać Michaela Monahana jako odpowiedniego muzyka do przejęcia jego obowiązków. To pokazuje, że kwestia przyszłości ZZ Top nie została podjęta dopiero po jego śmierci. O przyszłym kształcie zespołu rozmawiali sami muzycy, którzy przez dekady wspólnie budowali jego pozycję.

Podobny mechanizm zadziałał po odejściu Dusty’ego Hilla. Elwood Francis był już człowiekiem doskonale znającym zaplecze zespołu i jego koncertowe wymagania, dlatego jego obecność nie oznaczała całkowitego zerwania z dotychczasową historią grupy.

Dziedzictwo ważniejsze niż skład?

Słowa Billy’ego Gibbonsa sugerują, że ZZ Top zamierza funkcjonować według zasady, w której nazwa i dorobek zespołu nie są uzależnione wyłącznie od nazwisk muzyków tworzących jego najbardziej znany skład.

To podejście ma szczególne znaczenie w przypadku grupy, która przez ponad 50 lat była niemal synonimem stabilności personalnej. Gibbons, Hill i Beard przez dekady występowali jako wyjątkowo rozpoznawalne trio, a ich wizerunek i brzmienie stały się częścią historii rocka.

Teraz sytuacja jest zupełnie inna. Gibbons pozostaje jedynym członkiem klasycznego składu, ale nie zamierza traktować tego jako końca drogi. Jak wynika z jego wypowiedzi dla „Texas Monthly”, obecne ZZ Top ma czerpać z przeszłości, jednocześnie tworząc kolejny etap swojej historii.

Oficjalne stanowisko zespołu po śmierci Bearda również było jednoznaczne. Gibbons podkreślał wówczas, że grupa będzie kontynuować działalność zgodnie z życzeniem zmarłego perkusisty. ZZ Top odwołało bezpośrednio po jego śmierci dwa zaplanowane koncerty, a następnie wróciło na scenę.

Dla fanów oznacza to więc nie tyle pożegnanie z ZZ Top, ile początek najbardziej nietypowego okresu w historii zespołu. Billy Gibbons pozostaje strażnikiem charakterystycznego brzmienia i nazwy grupy, podczas gdy Elwood Francis i Michael Monahan współtworzą jej kolejną koncertową odsłonę.